piątek, 26 lipca 2013

Turnus, wakacje... Świnoujście wita!!!



Dokładnie 1 rok i 11 miesięcy temu Aga była dosyć grubiutka, niziutka i miała krótkie włosy (nie wiem czemu, ale wtedy myslałam, że jak jej obetniemy włosy, to urosną lepsze niż były - niestety nie sprawdziło się to. Jak wypadały tak wypadają i teraz, a mimo to nadal są tak samo grube jak kiedyś. A przynajmniej w długich i bez grzywki wygląda... ładniej :) ). Właśnie wtedy, gdy było zrobione to zdjęcie byłyśmy na dwutygodniowym turnusie rehabilitacyjnym w Świnoujściu.
Oto i nadszedł dzień wspaniały - lekko posunięte wiekiem, nadal piękne jak kiedyś, a nawet i piękniejsze :) pakujemy się na kolejny turnus w Świnoujściu. Po niemal dwóch latach przerwy, zapełnionych turnusami w pobliskim Ustroniu, już drugi raz wybieramy się na przeciwległy koniec Polski, żeby się porehabilitować, wychodzić, potaplać w morzu, nawdychać jodu, ale też i po to, żeby odpocząć od codzienności. Tym razem jedzie z nami Ciotka (w sensie moja siostra, a Ciotka Agi), bo Aga jest już na tyle wielką dziewuchą, że samej czasami jest mi ciężko ją opanować. Mam nadzieję, że wszystkie postępy, które Aga zrobiła przez ostatnie dwa lata będą widoczne nad morzem i że tym razem więcej z tego wyjazdu będzie miała. Nie bierzemy wózka, bo praktycznie już go nie używamy i Aga będzie musiała wszędzie zaczłapać na tych swoich krzywajdach. Ale przede wszytkim mam nadzieję, że tym razem ludzie na plaży nie będą jej przeszkadzać, bo nie ukrywam, że jeszcze kilka lat wstecz, większa ilość osób w jednym miejscu powodowała jeden wielki ryk i hektolitry łez- przez co też zapierdzielałyśmy na plażę po niemieckiej stronie, bo tam o dziwo było pusto- i to Aguli odpowiadało.
A gdyby komuś tam, już na miejscu, albo w pociągu, na peronie, albo jeszcze gdziekolwiek indziej, znowu przeszkadzało, ze Aga jest za duża i np. nie słucha, gryzie rękę, ślini się, albo nie mówi jak inne dzieci, tylko jedzie ciągle tymi swoimi dzikakaka i buka itp to wiecie co nam może zrobić... Nikt swoimi życzliwymi komentarzami i uwagami nie zepsuje nam całej tej frajdy!!! 

Tak więc kończymy pakowanie, żegnamy wszystkich, których tu zostawiamy (Bukę, dziadków, babcie, wujków, ciotki, bliższą i dalszą rodzinę, OREW i wszystkich innych, o których oczywiście nie zapominamy) i wybywamy na dwa tygodnie babskiego chilloutu :)
Mam nadzieję, że pogoda nam dopisze i wrócimy nie tylko wyćwiczone, zrelaksowane ale jeszcze i opalone :)

czwartek, 11 lipca 2013

Koniec roku szkolnego



Kolejny rok szkolny za nami (a właściwie to za Agą). Z małym poślizgiem spieszę donieść, że Aga zakończyła ten rok terapeutyczny bez większych problemów: chodziła niemal z wzorową frekwencją (oprócz turnusu i małej infekcji nic więcej jej nie było), trochę podokuczała swoim Paniom, powyjadała niejedno śniadanie nie dość, że nie jej, to jeszcze takie, które znajdowało się w zamkniętej torebce (ale trzeba się cieszyć, że Rett nie zabrał jej zdolności manipulowania palcami - zamki otwiera bezproblemowo, a jak już wie, że za tym zamkiem kryje się coś do skonsumowania, to tempo jest baaaardzo szybkie :) ), trochę pobiła się ze swoimi kolegami i koleżankami w grupie, ale ogólnie rzecz biorąc było sympatycznie, miło i w ogóle pięknie :) Dziękuję całemu personelowi OREWu, że z Agą wytrzymuje (ze mną też, bo w końcu nie jestem idealną mamą) i proszę o jeszcze- o dalszą cierpliwość, wytrwałość, zaangażowanie w prowadzenie terapii, a przede wszystkim uczucie i szacunek, którymi obdarzacie Agę codziennie :)
Po prostu dziękuję, że jesteście!!!
Ten rok naprawdę nam szybko zleciał. Aga bardzo wydoroślała (nie ma się co dziwić, normalnie [oczywiście, gdyby była w miarę pojętnym dzieckiem] kończyłaby już 1.klasę podstawówki [bo kochana mamusia na pewno puściłaby ją wcześniej do szkoły]) - powypadały jej przednie mleczaki, powyrastały stałe zęby, wyciągnęła się wzdłuż, ale skurczyła wszerz, włosy całkowicie odrosły, no ale przede wszytkim pojawiło się sporo nowych umiejętności i aktywności, co mnie niezmiernie cieszy. 
W galerii (tutaj) dostępny jest fotograficzny skrót całego roku terapeutycznego :) 
Od początku lipca Aga ma już półwakacje (pół, bo niestety do ośrodka chodzić jeszcze musi- nie mam tyle urlopu, żeby siedzieć z nią dwa misiące w domu)- wstaje oczywiście po 5, wychodzi ze mną po 6 i idzie do dziadków, tam się poobija, nadrobi zaległości słodyczowo-bajkowe i po 11:00 babcia przywozi ją do OREWu. Następnie Aga musi odrobić swoją "dniówkę" i wraca ze mną o 15:00 do domu. A przez to, że wraca zwykłym autobusem (bo kursów to też u nas nie ma w czasie wakacji) i musi kawałek przejść (choć ostatnio cwaniara się ustawiła i część drogi, do przejścia na nogach, pokonuje na rękach ukochanego mężczyzny- Marcina :) ) to wraca jeszcze bardziej zmęczona niż zwykle. Pada o 17:00 i śpi do rana. I nie żebym narzekała na to, że mi dziecko tak wcześnie chodzi spać- ma to swoje plusy, bo mogę sporo rzeczy w tym wolnym czasie zrobić, ale jeśli wziąć pod uwagę, że pracuję normalnie 8 godzi, a Aga chodzi spać o 17:00, to tak naprawdę "widujemy" się rano i między 15:00 a 17:00. Trochę mało tego czasu mamy. Dobrze, że są weekendy :) Ale jeszcze tydzień i zaczynamy czterotygodnowy urlop :) I wtedy już będziemy razem non stop :)) (nie wiem tylko, czy to aż tak bardzo ucieszy Agę! :) )
Jeszcze raz pragniemy podziękować wszystkim, którzy przekazali Adze swój 1% i wpłacają środki na jej subkonto, bo dzięki temu Aga już za dwa tygodnie rozpocznie kolejny turnus rehabilitacyjny!! Podobnie jak dwa lata temu jedziemy do Ośrodka Rehabilitacyjno-Sanatoryjnego Korab w Świnoujściu. Jak tylko wrócimy, zdam relację jaka Aga tam była.