niedziela, 4 września 2016

Wakacje i turnus rehabilitacyjny w Świnouściu

Wakacje za nami, a podczas nich sporo się działo u Aguli. Kolejny już rok ponad połowę wakacji spędziła poza OREWem (mój urlop, urlop babci). W sumie chyba tylko przez trzy tygodnie przyjeżdżała na zajęcia w OREW i to bardzo okrojone, bo rano szła do babci i dopiero po 11 przyjeżdżała na miejsce. Bardzo dużo czasu spędzała na działce, gdzie mogła robić, co chciała. Biegała boso, kąpała się w basenie, deptała babci kwiatki, zjadała owoce prosto z krzaków. Poza tym dwa razy była na wycieczce w górach i muszę przyznać, że naprawdę wysoko potrafiła wejść. Wózek mieliśmy asekuracyjnie i rzeczywiście przydał się do schodzenia z góry, bo łatwiej jej było wchodzić, niż schodzić. Aga była przeszczęśliwa, nie marudziła, cały czas się uśmiechała, a jak już widać było, że naprawdę nie ma siły iść dalej pod górę, wystarczyło zaśpiewać ulubioną piosenkę i jakimś dziwnym sposobem nagle pojawiały się nowe siły :) 
Najważniejszym punktem tych wakacji był turnus rehabilitacyjny w Świnoujściu. Obie pokochałyśmy to miejsce i dlatego tak chętnie wracamy tam już kolejny raz. W tym roku pogoda nas nie rozpieszczała. Choć raczej nie padało, a jak już to wieczorami, kiedy Aga padała ze zmęczenia, to było naprawdę zimno. Kurtka, szalik i czapka były niemal codziennie obowiązkowym ubraniem Agi. Jednak zimno i nieprzyjemny wiatr nas nie zrażały. Codziennie po śniadaniu uciekałyśmy na plażę i cieszyłyśmy się szumem fal i spokojem (bo akurat rano na plaży mało kto się pojawiał). Gorzej było popołudniami, gdzie w tym roku w Świnoujściu było naprawę wyjątkowo dużo wczasowiczów. Pech chciał, że niemal na początku naszego pobytu Aga bardzo mocno obtarła sobie nogę, więc jej chodzenie ograniczałyśmy do minimum i spacerowałam głównie ja, natomiast księżna była wożona wózkiem. I przy takiej ilości osób, spacer promenadą był nie lada wyzwaniem. Dlatego uciekałyśmy do Parku Zdrojowego lub w inne mniej uczęszczane miejsca, gdzie nikt się na Agę zbytnio nie gapił i nie pokazywał jej palcem (taka duża, a w wózku, nie chce ci się chodzić i mamusia cię musi pchać i wiele, wiele innych, czasem naprawdę bolesnych komentarzy- pod koniec naszego pobytu miałam nawet ochotę przyczepić do wózka kartkę "mam Retta, gdybym mogła to bym sama chodziła"). Mimo wszystko turnus był naprawdę udany. Aga miała ogromne szczęście trafić na fizjoterapeutkę, która bez problemu dała sobie z nią radę (z racji tego, że ja też czynnie uczestniczyłam w zajęciach, nie mamy żadnych zdjęć z terapii). Dzień upływał nam na zajęciach i spacerach i nawet nie wiadomo kiedy, ale tydzień minął i trzeba było wracać do domu. Zarówno do jak i ze Świnoujścia jechałyśmy pociągiem (wagon sypialny obowiązkowo, bo Aga by nie wytrzymała na siedząco całej nocy, ale dzięki temu niemal całą podróż ładnie przespała). W Żorach na peronie czekała babcia z dziadkiem i po tygodniu rozłąki radość Agaty była ogromna! Niestety rana na stopie w ciągu kilku dni nad morzem, kiedy musiałam jej zakładać buty chociażby żeby mogła zejść na posiłek i przy okazji się nie przeziębić, bardzo się powiększyła, dlatego po powrocie jeszcze przez dwa tygodnie ją leczyłyśmy. Przez te dwa tygodnie ani razu nie założyła butów, wszędzie chodziła w podwójnych skarpetach (na działce na boso) lub ją woziłam wózkiem (ta opcja jej dużo bardziej odpowiadała). Od tygodnia wszystko jest już ładnie zagojone, więc gdzie tylko się da i Aga ma wystarczająco dużo sił, chodzimy pieszo. 

W tym miejscu chciałabym podziękować każdemu, kto przekazuje Agacie swój 1% lub wpłaca na jej subkonto w Fundacji Słoneczko darowizny. Dzięki Państwu Aga mogła uczestniczyć w tym turnusie! Dziękujemy!!!



A w naszej galerii zachęcamy do obejrzenia zdjęć z wakacji Agaty :)

Rok szkolny 2015/2016

Wprawdzie dla Aguli rozpoczął się już nowy rok szkolny, 2016/2017, dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby napisać cokolwiek o roku szkolnym, który już za nami. 

Agata znowu urosła, staje się małą kobietką. Coraz częściej pokazuje, że ma charakterek- jak jej się coś nie podoba, to potrafi trzasnąć drzwiami swojego pokoju, obrazić się, a nade wszytko potrafi być bardzo, ale to bardzo złośliwa (z premedytacją patrzy prosto w oczy i robi coś, czego akurat nie może- najczęściej na złość mnie, dziadkom, nauczycielom wkłada rękę do buzi i śmieje się głupkowato, zadowolona z siebie).

Miniony rok szkolny był pełen wrażeń. Na początku zmiana opiekuna- Aga musiała pożegnać się z Panią Anią i powitać doskonale znaną sobie z kursów busem Panią Ulę (niestety teraz już wiem, że zmiana ta była tylko na jeden rok szkolny, bo od września Aga uprzykrza życie nowej opiekunce- Pani Oli). 
W połowie roku szkolnego nastąpiła największa zmiana- przeprowadzka do całkowicie nowego budynku. Znajduje się on zaraz przy starym OREWie, jednak wszystko jest tam nowe. Budynek jest ogromny, nowoczesny, kolorowy. Przed oficjalną przeprowadzką Aga kilka razy była ze swoimi paniami i kolegami z grupy na małym zwiedzaniu. Pierwsza reakcja- zdziwienie. Wszystko trzeba było zobaczyć, dotknąć. Później nadszedł czas na stopniowe oswajanie się z otoczeniem. Po kilku miesiącach mogę stwierdzić, że Agata zaaklimatyzowała się już całkowicie. Ostatnio nawet zaprowadziła dziadka na swoją salę :) A jaka była z siebie dumna! Doskonale wie, gdzie co jest- gdzie jest jej sala, gdzie logopeda, gdzie ukochany fizjoterapeuta Konrad (któremu mimo ogromnej miłości, potrafi nieźle dać w kość, gdy ten od niej czegoś wymaga, a wymaga dużo!).
Zajęcia w OREWie zasadniczo nie różniły się od wcześniejszych (dogoterapia, muzykoterapia, zajęcia grupowe, fizjoterapia, logoterapia, psychoterapia, grota solna, spacery i wycieczki, bal karnawałowy, mikołajki i wiele, wiele innych) jednak doszło też kilka nowości- udział w Olimpiadzie Specjalnej oraz, już pod koniec roku szkolnego, hipoterapia. Wrażeń co niemiara. Osobiście bardzo się bałam udziału Agi w Olimpiadzie Specjalnej. Nie wiedziałam jak zareaguje na taką ilość kompletnie obcych osób i jakby nie było konieczność wykonywania poleceń. Moje obawy okazały się całkowicie nieuzasadnione. Agata spisała się wyśmienicie! Wróciła zadowolona, uśmiechnięta, szczęśliwa i pierwsze kroki po powrocie do domu skierowała do dziadków, którym musiała pochwalić się medalem! Dzielna dziewczyna :) Hipoterapię, po bardzo długiej przerwie, także bez problemu zaakceptowała i bardzo chętnie uczestniczyła w zajęciach. Mam nadzieję, że zajęcia nadal będą kontynuowane, a Aga dalej będzie pięknie współpracować z terapeutą i koniem :)
Za cały ubiegły rok szkolny, wszystkim terapeutom Agi ogromnie dziękuję! Bez Was Agata na pewno nie byłaby taką wspaniałą Rettką :) Dziękujemy nauczycielce Madzi (Sylwii, Agacie i każdemu nauczycielowi, który miał jakiekolwiek zastępstwo z grupą Agi), opiekunce Uli, logopedce Gosi i logopedce Sylwii (która wróciła i na dzień dobry sprawdziła Agatę z Makatonu :) ), psycholożce Monice, fizjoterapeutom: Konradowi, z którym na co dzień walczy Aga, Markowi, Marcie, Kindze i Oli, którzy w razie potrzeby z nią ćwiczą i z którymi była na pierwszej w swoim życiu Olimpiadzie Specjalnej, muzykoterapeutce Ani, dogoterapeutce Basi. Dziękujemy za cierpliwość, wyrozumiałość i serce, które dajecie w pracy z Agulą :)

Jak już wcześniej wspomniałam, nowy rok szkolny przyniósł pewne zmiany (nie tylko opiekuna, ale także nowego kolegi na grupie). Wierzę, że Aga mimo wszystko łatwo się dopasuje, choć ze względu na jej "charakterność" wiem, że terapeuci łatwo mieć nie będą. 
Z nowości dodam jeszcze tylko, że od wakacji, dzięki Konradowi, fizjoterapeucie Agi, który wpadł na ten genialny pomysł, Aga zaopatrzona jest w taśmę derotacyjną lewej nogi. Niestety coraz bardziej tę nogę ustawia na zewnątrz, stopa jest niemiłosiernie płaska i koślawa, a dzięki taśmie, klinowi na halluksa (też pomysł Konrada!) i odpowiednim butom, jakoś ta noga lepiej funkcjonuje. 

Zdjęcia z minionego roku szkolnego można zobaczyć w galerii.