poniedziałek, 7 grudnia 2015

Komunikacja alternatywna - nowy etap!


Kochani przyjaciele Agaty!
Dzięki Wam wszystkim, którzy przekazujecie jej swój 1%, którzy wpłacacie na jej Subkonto w Fundacji Słoneczko darowizny, Agata już wkrótce, nie tylko w OREWie (gdzie od dawna ma umożliwioną zaawansowaną komunikację alternatywną) ale przede wszystkim w domu (!) będzie mogła korzystać z PCEye Go firmy Tobii Dynavox. A cóż to właściwie jest? To magiczne urządzenie, które pozwoli Agacie na korzystanie z komputera za pomocą oczu!! Jeszcze dwa lata temu nie sądziłam, że Aga będzie z takich cudów techniki korzystać, ale dzięki OREWowi i Fundacji Auchan, która sfinansowała zakup PCEye Go i całego oprogramowania, Agata mogła na własne oczy przekonać się, jak to cudownie jest móc coś zrobić właśnie swoimi przepięknymi i mądrymi oczkami. Nie od dzisiaj wiadomo, że dziewczynki z Zespołem Retta, które tak naprawdę są niezwykle inteligentne, tylko przez Retta uwięzione są we własnym ciele, porozumiewają się właśnie dzięki swoim oczkom. PCEye Go umożliwi kontakt z otoczeniem- ze mną, z Babcią, Dziadkiem, Ciocią, Wujkiem i każdym, kto tylko będzie chciał z nią się porozumieć. 
Czeka nas dłuuuga droga. Na razie Aga bardziej się tym wszystkim bawi - strzela w ptaszki, myje samochód, podlewa kwiatki, potrafi wybierać aktywności, pokazuje, co ją interesuje. Ale kolejnym etapem jest komunikowanie się poprzez specjalnie tworzone tablice. Zrobimy wszystko, żeby dzięki tym cudom techniki móc normalnie ROZMAWIAĆ z naszą gwiazdą. Łatwo nie będzie, bo coś, co dla zdrowego człowieka wydaje się oczywiste, a przy pierwszej próbie kończy się klęską, dla Agaty jest mega trudne. Sama próbowałam obsługiwać komputer właśnie przy pomocy PCEye Go. Poddałam się bardzo szybko, bo wszystko mnie rozpraszało i nie mogłam skupić wzroku nawet przez kilka sekund w jednym miejscu, a bez tego skupienia na danym elemencie nic nie zadziała. Agata pokonała mnie bezproblemowo. Nie dość, że potrafi się skupić na tym co robi, to przede wszystkim skupia wzrok tak długo, że wszystko jej działa jak należy. 

Dzięki Ogólnopolskiemu Stowarzyszeniu Pomocy Osobom z Zespołem Retta z Prezesem Piotrem Wójcikiem na czele, możemy skorzystać na współpracy Stowarzyszenia z Firmą Includo i zakupić potrzebny sprzęt z rabatem. Jest to chyba najdroższy zakup, jaki nas czeka, ale wiem, że warto. Już niedługo Agata będzie mogła korzystać dzięki PCEye Go firmy Tobii (cena: 9 999 zł) z oprogramowania Look to Learn (wersja rozszerzona: 3 798 zł) oraz The Grid 2 (cena: 2 499 zł). Całość po rabacie wyniesie jakieś 15 481,20. Kwota zawrotna i wiem, że bez Was nigdy bym jej tego nie mogła zapewnić. Dlatego jeszcze raz ogromne DZIĘKUJĘ za pomoc!! Dzięki Wam, Aga będzie mogła ROZMAWIAĆ!!

Gdyby ktoś był zainteresowany bardziej dokładnym opisem sprzętu, z którego korzysta Agata, zachęcam do zapoznania się ze stroną Firmy Includo.

A jeszcze bardziej zachęcam do odwiedzenia strony projektu "Mogę - Potrafię - Chcę", gdzie są wszystkie informacje na temat komunikacji dziewczynek z Zespołem Retta.


środa, 25 listopada 2015


W imieniu Agatki bardzo dziękuję Firmie Phoenix (współpracującej z firmą Extral), która na Subkonto Agi w Fundacji Słoneczko wpłaciła darowiznę na jej terapię i rehabilitację.

Dziękujemy!!!

poniedziałek, 5 października 2015

1% DZIĘKUJEMY!!!


Wczoraj, na subkonto Agaty prowadzone przez Fundację Słoneczko, zaczęły spływać pierwsze wpłaty 1% podatku za rozliczenia 2014 roku. To już piąty rok, kiedy te pieniądze tak bardzo pomagają w codziennym życiu i rehabilitacji Agaty.
Jak co roku na subkoncie widzimy tylko urzędy skarbowe, z których przekazane były pieniążki, natomiast nie widzimy konkretnych imion i nazwisk (ze względu na ochronę danych osobowych informacje te są dostępne tylko dla Fundacji, która rodzicom podopiecznych Słoneczka już ich nie przekazuje).
Dlatego pozwalam sobie wszystkim Państwu w tym miejscu jeszcze raz serdecznie podziękować za to, że również w tym roku pamiętaliście o Agacie i przekazaliście jej swój 1% podatku.
Dzięki tym wpłatom Aga może brać udział w turnusach rehabilitacyjnych, ma zapewniony dostęp do najlepszych pomocy terapeutycznych, obuwia profilaktycznego, środków pielęgnacyjnych oraz wielu innych rzeczy potrzebnych do lepszego rozwoju.
Bardzo dziękujemy!!!! 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Turnus rehabilitacyjny w Świnoujściu



Prawie dwa tygodnie temu, w sobotę 25.lipca, wróciłyśmy z turnusu rehabilitacyjnego w Świnoujściu. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że był to najlepszy tydzień wczasowo-turnusowy w naszej dziewięcioletniej "historii". Wszystko było, jeśli nie idealne, to niemal idealne. Pogoda, miejsce, rehabilitanci, ale przede wszystkim idealna była Agata. Nie było Rettowych niespodzianek w postaci ataków złości/płaczu, nie było marudzenia, złego humoru. Była Agata i jej ogromny uśmiech, który gościł na twarzy nawet podczas snu. Było szczęście, bezgraniczne szczęście dziecka, które przecież codziennie musi walczyć - z niestabilnym chodem, z frustracją, kiedy ktoś nie jest w stanie zrozumieć, co chce przekazać, z koślawą stopą, która czasami ogromnie utrudnia chodzenie, z rękami, które nie chcą zrobić tego, czego chce Agata, które cały czas albo same pchają się do buzi i muszą być przygryzane, albo pocierają jedna o drugą. Było radowanie się codziennym spacerem wzdłuż brzegu, tak żeby nogi co chwilę atakowała lodowata woda. Było przesypywanie piasku między paluszkami, kopanie w nim tak, żeby dostać się do tego mokrego, zimnego, który w rączce lepił się w przeróżne formy. Było leżenie na piasku bez koca - bo po co komu koc, jeśli można całym sobą poczuć piasek, można poczuć jego ciepło, każde jedno ziarenko. A włosy? Przecież się umyje. Nikt jeszcze nie umarł od odrobiny piaskowych ziarenek we włosach. A kiedy było tak zimno, że plaża była niemal pusta, cała dla nas, zakładało się chustę, czapkę, a nawet i kurtkę (!) i i tak się siedziało i chłonęło każdym centymetrem ciała to przyjemne, słone powietrze, piasek, który pod wpływem mocnego wiatru lekko przesiewał się przez odkryte stopy (bo nóżki i stopy musiały być odkryte, nawet jeśli było bardzo zimno - Aga chciała chociaż nimi czuć plażę). Oprócz godzin na plaży była też rehabilitacja, masaże. I to wszystko było z uśmiechem na twarzy. Początkowa nieufność wobec pani Ewy (gdzie jest Konrad?? - miałam wrażenie, że Agata każdym spojrzeniem zadaje mi to pytanie), próby wymuszania, sprawdzanie, na ile może sobie pozwolić z "nową" panią. A z każdym spotkaniem coraz większe zaufanie, radość ze skakania na piłce, bujania na huśtawce, trochę złości, kiedy jednak pani była nieugięta i kazała z piłki sięgać po przedmioty przed nią. Było przytulanie pana Ariela, który masował słabe nóżki, co czasami nie było zbyt przyjemne, ale koniec końców potrafił ją tak zagadać i zainteresować opowieściami, że przestawała zwracać uwagę na to, że nie do końca jej się podobało, to co robił z nogami. Było także chodzenie po przepięknym parku, alejkami, które zdawało się nie mają końca, bieganie między ławkami, chowanie się za drzewami i obserwowanie czy widzę, jak wszystko jej się podoba. A gdy zaskakiwałam ją zza placów to był szczery, głośny śmiech. Śmiech dziecka szczęśliwego, kochanego i rozumianego.
Dzień przed końcem turnusu była też radość z cioci Michasi i wujka Kamila. Ale co to była za radość! Dwie osoby, które od jakiegoś czasu są centrum jej wszechświata. Które kochają ponad wszystko, pozwalają na dużo więcej niż mama, przytulają, wygłupiają się, ale przede wszystkim "słuchają" jej potrzeb. Traktują jak normalne zdrowe dziecko :) 
A po powrocie, po kolejnych dwunastu godzinach w pociągu, Aga wróciła do domu i do...nowego pokoju. Bo babcia i dziadek nie potrafią siedzieć bezczynnie i naszą nieobecność wykorzystali, żeby wyremontować pokój, który dopiero teraz wygląda jak prawdziwy dziecięcy pokój.Początkowy szok, niepewność, czy to aby na pewno jej pokój (gdyby nie zabawki i meble, które wróciły na swoje miejsce, pewnie dużo dłużej zajęłoby przystosowanie), aż w końcu siedzenie na łóżku i dotykanie każdej sówki po kolei i jeden wielki uśmiech na twarzy. Uśmiech Agaty, mojej córki, która codziennie na nowo nadaje sens nie tylko mojemu życiu, ale też życiu każdego, kto ją spotyka i poznaje, widząc że dziecko niepełnosprawne, na sobie tylko znane sposoby, potrafi cieszyć się każdą najmniejszą i najkrótszą chwilą swojego życia :)

Jeszcze raz dziękujemy każdemu, kto pamięta o Agacie rozliczając się z Urzędem Skarbowym, wpłacając środki na jej rehabilitację. Bez Was Aga nie mogłaby wziąć udziału w kolejnym cudownym turnusie. Dziękujemy!!

-----------------------------------

Kilka dni temu, Agata zostawiła na stoliku dwa zdjęcia ze swojej książki do komunikacji:



Doskonale wie, czego chce. I ciocia nie ma wyjścia, tylko ją zabawiać :)


Zdjęcia z pobytu nad morzem dostępne tutaj.



środa, 29 lipca 2015

Rok szkolny 2014/2015


30. czerwca w OREW odbyło się uroczyste zakończenie roku szkolnego 2014/2015 (kilka zdjęć w naszej galerii). Agatka, jak zwykle, przez cały ten rok dzielnie uczestniczyła w zajęciach z oligofrenopedagogiem, logopedą, psychologiem, fizjoterapeutą, muzykoterapeutą, dogoterapeutą oraz katechetką. Oprócz codziennej terapii w Ośrodku miała również zajęcia muzyczno-teatralne, teatrzyki, wyjścia na zajęcia integracyjne i wiele wiele innych atrakcji.
Na zakończeniu otrzymała dyplomy oraz prace, które przez cały rok wykonywała w swojej grupie. Gdy wróciłyśmy do domu i cały ten zestaw rozpakowałyśmy, Aga była przeszczęśliwa. Brała każdy obrazek po kolei i mi go pokazywała, jakby chciała powiedzieć "mamo! zobacz, to wszystko to moje dzieła!!" :)
Rozpoczęły się wakacje, a Agata jak zwykle ma więcej luzu. Rano idzie do babci, dziadka a czesem i ciocia z wujkiem się pokażą (taki już wakacyjny zwyczaj) i dopiero po 11:00 babcia przywozi Agę do ośrodka. Do domu wraca ze mną, a resztę popołudnia może leniuchować i robić cokolwiek zapragnie. Natomiast od 13. lipca ma aż 5 tygodni całkowitego wolnego. Nie musi chodzić do ośrodka i po prostu odpoczywa - zbiera siły na nowy rok szkolny, który tuż, tuż...
A na zakończenie, chciałam jeszcze raz bardzo podziękować wszystkim, którzy na co dzień pracują z Agą. Dziękuję za cierpliwość, wyrozumiałość i miłość, którą na każdym kroku Agata od Was otrzymuje!!
Dziękuję Madzi, Ani, Ani, Agacie, Konradowi, Gosi, Monice oraz całemu personelowi OREW :)


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dziękujemy!



Kolejny raz bardzo dziękujemy Akcji Katolickiej przy Parafii Świętego Brata Alberta w Żorach za finansowe wsparcie rehabilitacji Agulki!!

piątek, 1 maja 2015

Dzień Godności

W środę, 22. kwietnia, rozpoczęły się obchody XVII Dnia Godności Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Żorach. W tym dniu odbył się Przegląd Twórczości Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, podczas którego OREW zaprezentował specjalnie przygotowane przedstawienie pt. Tu i Teraz.



Natomiast w sobotę, 25. kwietnia odbyły się coroczne obchody Dnia Godności. O 13:00 była Msza w kościele Św. Ap. Filipa i Jakuba, następnie przemarsz ulicami miasta i wielki festyn na osiedlu Księcia Władysława. 

Agatka dzielnie uczestniczyła we wszystkich tych wydarzeniach. Brała udział w przedstawieniu, a wcześniej w wielu, wielu próbach. Na Mszę przyszła z babcią, a później pięknie maszerowała aż na osiedle. Tam czekała już i babcia, i dziadek. Były lody, ciastka i dużo zabawy!!
Zdjęcia z Dnia Godności znajdują się tutaj.
Pozostałe zdjęcia można zobaczyć tutaj.

niedziela, 22 lutego 2015

Dziewiąte urodziny



Dokładnie w minioną Środę Popielcową, Agata skończyła dziewięć lat! Jak ten czas szybko leci. Pamiętam jak dziś, kiedy jechałam do szpitala, żeby ją urodzić. Pamiętam jak uparciuch niezbyt się spieszył na świat, więc musiał zostać "pogoniony'. Pamiętam jak przywieźliśmy ją do domu i chyba dopiero wtedy dotarło do mnie, że jestem mamą. Wiedziałam, że ta mała istotka, która wiecznie była głodna, która nie płakała i była najgrzeczniejszym dzieckiem jakie kiedykolwiek widziałam, wywróci cały mój świat do góry nogami, jednak nie wiedziałam, że aż tak. Każda mama chce dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze. Chce, żeby zdrowo rosło, prawidłowo się rozwijało, było grzeczne, ale jednocześnie potrafiło postawić na swoim, żeby sobie w życiu umiało poradzić; chce je odprowadzać do przedszkola, później do szkoły; chce patrzeć jak dziecko dorasta, ma przyjaciół, zaczyna samo wychodzić z domu; chce być świadkiem wkraczania w dorosłość, rozpoczęcia studiów; chce być ze swoim dzieckiem w chwilach radości oraz smutku; chce być świadkiem miłości, zakładania rodziny; chce cieszyć się szczęściem ślubu, narodzin swoich wnuków. Trzymając maleńką Agatę ja też tego wszystkiego chciałam i właśnie taką przyszłość miała przed oczami. Jednak Bóg ma swoje plany co do naszego życia. Taką prawdziwie beztroską mamą, która cały czas jeszcze myślała, że wszystkie te rzeczy są przed nią, byłam mniej więcej do 18 miesiąca życia Agaty. Z jednej strony mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo dane mi było mieć 18 miesięcy życia w niewiedzy, z drugiej strony może właśnie wtedy przeoczyłam pierwsze objawy choroby Agaty. Gdybanie nie ma sensu, bo Retta cofnąć się nie da-  gdybym wiedziała wcześniej i tak bym niczego nie mogła zrobić. A tak miałam chociaż te 18 miesięcy :)
1,5 roku... Tyle miała Agata, kiedy nasz świat przewrócił się do góry nogami. Nie było łatwo, oj nie. Niewiedza, przerażenie, że własnemu dziecku człowiek nie może pomóc. I to okropne oczekiwanie - na kolejne wizyty u specjalistów, na diagnozę, na wszystko. Kiedy Agata musiała walczyć z Rettem, który zjadał ją od środka i powoli zabierał każdą najmniejszą wyuczoną czynność, ja i moja rodzina walczyliśmy z niemocą. Każdy na swój sposób, gdzieś tam w środku samego siebie, bo na zewnątrz nikt nie pokazywał Agacie, że jest bardziej przerażony niż ona sama. Walczyliśmy o każdy jej krok, o to, żeby umiała jeść i pić, nie krztusząc się i nie płacząc, żeby potrafiła siedzieć, żeby potrafiła znowu wziąć do rączki swoje ukochane zabawki, żeby nie patrzała w sufit nie reagując na otoczenie, żeby nie krzyczała płaczem tak przeraźliwym, że aż serce pękało i człowiek płakał z nią, bo nie wiedział co się dzieje, jak jej pomóc i wiele, wiele innych żeby... 
Dzisiaj jest już całkiem inaczej. Dziewięć lat życia Agaty, siedem i pół roku życia Agaty i Retta jednocześnie. Siedem i pół roku życia Agaty, które pokazało, że niczego nie można być pewnym, że po strasznych chwilach przychodzą też te piękne. Bo przez te lata Agata przestała patrzeć tępo w sufit, patrzy w oczy i tymi oczami mówi to, czego ustami powiedzieć nie potrafi, bo Rett akurat tej umiejętności oddać nie chciał. Nauczyła się pięknie chodzić, znowu bawi się swoimi zabawkami, przegląda książeczki, układa klocki, naciska wszystkie możliwe guziki i przyciski, je rewelacyjnie, potrafi sama się napić z kubeczka, doskonale rozumie co się do niej mówi i jak tylko Rett na to pozwoli to wykonuje polecenia. Czasami tylko zdarzy się, że krzyczy w swojej bezsilności, bo coś ją boli, bo jej niewygodnie, bo ubrałam jej nie to, co trzeba, bo zwyczajnie jest zmęczona i chce się położyć spać.
Agata dorasta. Nie jest już moim malutkim dzidziusiem. Jest panienką, która mimo Retta, chce być traktowana jak inne dzieci. Chce, żeby mówić do niej jak do dużej dziewczynki, a nie jak do niemowlaka. Chce móc wybierać w czym pójdzie dzisiaj do ośrodka, co zje, czego się napije. Chce mieć czas tyko dla siebie, w swoim pokoju, ze swoimi zabawkami, książeczkami i samodzielnie wybraną muzyką, czasami nawet za zamkniętymi drzwiami. Chce decydować czy idzie pieszo, czy woli jechać samochodem. Chce nosić torebkę jak każda dama :) Chce się sama ubierać, kremować, myć. Chce robić to, co zdrowe dziewczynki robią w jej wieku. A że nie zawsze jej się to udaje… Trudno. Próbować zawsze warto, a jak nie wyjdzie to przynajmniej ma powód do śmiechu. A gdy ma gorszy dzień, to i trzasnąć drzwiami potrafi, i obrazi się, i uszczypnie mnie, gdy ją kąpię. Ma do tego prawo. Nie potrafi tego powiedzieć, więc frustrację musi przekazać w jakiś inny sposób. A gdy ja czasami nie mam już siły i fuknę na nią, że nie wolno mamy bić, że też już jestem zmęczona, że nie wiem o co jej chodzi i ma mi jakoś pomóc to wiecie co ona robi? Staje, patrzy mi prosto w oczy i mocno przytula. I to jest to kocham cię, którego nigdy nie usłyszę, ale którego codziennie doświadczam. Bo od dziewięciu lat jestem szczęśliwą mamą najwspanialszej dziewczyny na świecie – Agaty i jej Retta.
Babcia, Dziadek, Michaśka i Michasiowy Kamil - wszyscy kochamy Agatę najmocniej na świecie i Rett tego nie zmienił!! Tylko moje marzenia się zmieniły. Nie widzę już szkoły, wyprowadzki, ślubu, dzieci… Chcę, żeby Rett pozwolił jej funkcjonować tak, jak to jest teraz. Żeby potrafiła jak najwięcej zrobić sama; żeby potrafiła jeść, pić; żeby nie cierpiała z bezsilności; żeby ludzie, których spotyka, byli jak najbardziej wyrozumiali, ale jednocześnie traktowali ją jak normalną osobę; żeby miała godne życie- tak po prostu, żeby była szczęśliwa w swoim retowym świecie. A jeśli znowu kiedyś Rett zechce zabrać jej to, co teraz ma, to chcę tylko jednego – siły, żebym mogła znowu walczyć za nas dwie! (choć to Agaty urodziny, z myślą że moje już niedługo- sama sobie na zapas życzę:) )

PS Mam nadzieję, że zbyt wiele osób nie popłakało się, czytając ten wpis.
PPS Mam nadzieję, że wreszcie ci, którzy mają mnie za męczennicę, zobaczą, że naprawdę jestem szczęśliwa :)
PPPS Kilka zdjęć urodzinowych dodałam do galerii (tutaj).
PPPPS Dziękujemy wszystkim za życzenia, prezenty, obecność na Mszy i po prostu pamięć o Agacie!!

niedziela, 11 stycznia 2015

1%



Prawie dwa tygodnie temu rozpoczął się nowy rok kalendarzowy. Dla nas jest to już (albo dopiero) piąty rok, kiedy na subkoncie Aguli w Fundacji Słoneczko, dzięki Państwa życzliwości, księgowane będą wpłaty 1%. Z roku na rok niesamowicie pozytywnie zaskakuje mnie fakt, ile osób zechciało przekazać swój 1% dla Aguli (na jej turnusy, rehabilitację, pomoce terapeutyczne lub po prostu na najpotrzebniejsze, bo znikające w zastraszającym tempie pieluchy i inne środki higieniczne). Za każdym razem powtarzam ogromne Dziękuję! tym, którzy nam ten 1% pomagają zbierać (rodzina, znajomi, przyjaciele, ich znajomi i przyjaciele itd.).
W związku z tym, że fakt zbierania 1% ciągle dla wielu ludzi jest dosyć kontrowersyjny, biorąc przykład z koleżanek "po fachu", chciałabym Państwu wytłumaczyć na czym tak naprawdę to subkonto polega. 
W momencie podpisania umowy z Fundacją Słoneczko potwierdziłam, że będę przestrzegać regulaminu i zasad obowiązujących w tej Fundacji. Subkonto nie jest normalnym kontem, z którego mogę wypłacać pieniądze, kiedy tylko mam ochotę. Jest to specjalnie wydzielona część konta Fundacji Słoneczko, na której księgowane są wpłaty kierowane stricte dla Agaty (tytuł przelewu, cel szczegółowy 1%). Poprzez logowanie na stronie internetowej Fundacji, mam wgląd do tego subkonta, tzn. widzę kiedy jakie wpłaty/zwroty zostały zaksięgowane i jaki jest stan tego konta.
Kupując coś dla Agaty (powiedzmy pieluchy), płacę za to swoimi pieniędzmi oraz proszę o wystawienie faktury na Fundację Słoneczko. Następnie dokładnie opisuję fakturę, dołączam ją do tzw. Zestawienia kosztów (w naszej Fundacji wygląda to tak), które muszę staranie wypełnić i taki "pakiet" przesyłam listownie do Fundacji. Po otrzymaniu zestawienia oraz faktury Fundacja decyduje czy zakup był zasadny i zgodny z regulaminem refundacji i jeśli zatwierdza zakup, przelewa kwotę widniejącą na fakturze na moje konto (zwykle po 8-10 dniach od otrzymania przez nich zestawienia).
W przypadku większych kwot, jak na przykład za turnus, których nie jestem w stanie sama wyłożyć, a następnie starać się o ich zwrot, ośrodek rehabilitacyjny przesyła fakturę bezpośrednio do Fundacji, a Fundacja dokonuje przelewu od razu na konto ośrodka. Takie przelewy są dodatkowo potwierdzane telefonicznie przez pracownika Fundacji.
"Fundacja pokrywa koszty związane z zaspakajaniem indywidualnych potrzeb Podopiecznego, w postaci świadczeń o których mowa w ustawie z dnia 12 marca 2004 roku (tekst jednolity Dz.U. Nr 175 poz 1362 Z późn. zm), w tym w szczególności koszty związane z przeprowadzeniem operacji, leczenia, rehabilitacją, zakupem leków i sprzętu medycznego, rozwojem intelektualnym, psychicznym i fizycznym Podopiecznego, zalecanym przez kompetentne w tym zakresie osoby (lekarz, psycholog, terapeuta, instruktor, pedagog, społeczny opiekun środowiskowy itp.) oraz poprawą bytu materialnego" (dla ciekawych cały regulamin dostępny jest tutaj).
Mam nadzieję, że Ci z Państwa, którzy mieli wątpliwości, co do zasad działania subkonta teraz wszystko rozumieją. A wszystkim niedowiarkom, którzy czasem za naszymi plecami komentowali wzbogacanie się na chorej Agacie, pragnę donieść, że kredytu hipotecznego za 1% nie spłacam (za wpłaty indywidualne też nie!). Sobie ciuchów i kosmetyków też za to nie kupuję. Aaaa! Rodzicom samochodu też nie kupiłam!! (różne już rzeczy słyszałam, a każda następna coraz bardziej mnie bawi, bo niesamowite jest, jaką ludzie mogą mieć bujną wyobraźnię).
To są pieniądze przeznaczone na rehabilitację Agaty. I na nic więcej!!!

czwartek, 8 stycznia 2015