czwartek, 6 sierpnia 2015

Turnus rehabilitacyjny w Świnoujściu



Prawie dwa tygodnie temu, w sobotę 25.lipca, wróciłyśmy z turnusu rehabilitacyjnego w Świnoujściu. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że był to najlepszy tydzień wczasowo-turnusowy w naszej dziewięcioletniej "historii". Wszystko było, jeśli nie idealne, to niemal idealne. Pogoda, miejsce, rehabilitanci, ale przede wszystkim idealna była Agata. Nie było Rettowych niespodzianek w postaci ataków złości/płaczu, nie było marudzenia, złego humoru. Była Agata i jej ogromny uśmiech, który gościł na twarzy nawet podczas snu. Było szczęście, bezgraniczne szczęście dziecka, które przecież codziennie musi walczyć - z niestabilnym chodem, z frustracją, kiedy ktoś nie jest w stanie zrozumieć, co chce przekazać, z koślawą stopą, która czasami ogromnie utrudnia chodzenie, z rękami, które nie chcą zrobić tego, czego chce Agata, które cały czas albo same pchają się do buzi i muszą być przygryzane, albo pocierają jedna o drugą. Było radowanie się codziennym spacerem wzdłuż brzegu, tak żeby nogi co chwilę atakowała lodowata woda. Było przesypywanie piasku między paluszkami, kopanie w nim tak, żeby dostać się do tego mokrego, zimnego, który w rączce lepił się w przeróżne formy. Było leżenie na piasku bez koca - bo po co komu koc, jeśli można całym sobą poczuć piasek, można poczuć jego ciepło, każde jedno ziarenko. A włosy? Przecież się umyje. Nikt jeszcze nie umarł od odrobiny piaskowych ziarenek we włosach. A kiedy było tak zimno, że plaża była niemal pusta, cała dla nas, zakładało się chustę, czapkę, a nawet i kurtkę (!) i i tak się siedziało i chłonęło każdym centymetrem ciała to przyjemne, słone powietrze, piasek, który pod wpływem mocnego wiatru lekko przesiewał się przez odkryte stopy (bo nóżki i stopy musiały być odkryte, nawet jeśli było bardzo zimno - Aga chciała chociaż nimi czuć plażę). Oprócz godzin na plaży była też rehabilitacja, masaże. I to wszystko było z uśmiechem na twarzy. Początkowa nieufność wobec pani Ewy (gdzie jest Konrad?? - miałam wrażenie, że Agata każdym spojrzeniem zadaje mi to pytanie), próby wymuszania, sprawdzanie, na ile może sobie pozwolić z "nową" panią. A z każdym spotkaniem coraz większe zaufanie, radość ze skakania na piłce, bujania na huśtawce, trochę złości, kiedy jednak pani była nieugięta i kazała z piłki sięgać po przedmioty przed nią. Było przytulanie pana Ariela, który masował słabe nóżki, co czasami nie było zbyt przyjemne, ale koniec końców potrafił ją tak zagadać i zainteresować opowieściami, że przestawała zwracać uwagę na to, że nie do końca jej się podobało, to co robił z nogami. Było także chodzenie po przepięknym parku, alejkami, które zdawało się nie mają końca, bieganie między ławkami, chowanie się za drzewami i obserwowanie czy widzę, jak wszystko jej się podoba. A gdy zaskakiwałam ją zza placów to był szczery, głośny śmiech. Śmiech dziecka szczęśliwego, kochanego i rozumianego.
Dzień przed końcem turnusu była też radość z cioci Michasi i wujka Kamila. Ale co to była za radość! Dwie osoby, które od jakiegoś czasu są centrum jej wszechświata. Które kochają ponad wszystko, pozwalają na dużo więcej niż mama, przytulają, wygłupiają się, ale przede wszystkim "słuchają" jej potrzeb. Traktują jak normalne zdrowe dziecko :) 
A po powrocie, po kolejnych dwunastu godzinach w pociągu, Aga wróciła do domu i do...nowego pokoju. Bo babcia i dziadek nie potrafią siedzieć bezczynnie i naszą nieobecność wykorzystali, żeby wyremontować pokój, który dopiero teraz wygląda jak prawdziwy dziecięcy pokój.Początkowy szok, niepewność, czy to aby na pewno jej pokój (gdyby nie zabawki i meble, które wróciły na swoje miejsce, pewnie dużo dłużej zajęłoby przystosowanie), aż w końcu siedzenie na łóżku i dotykanie każdej sówki po kolei i jeden wielki uśmiech na twarzy. Uśmiech Agaty, mojej córki, która codziennie na nowo nadaje sens nie tylko mojemu życiu, ale też życiu każdego, kto ją spotyka i poznaje, widząc że dziecko niepełnosprawne, na sobie tylko znane sposoby, potrafi cieszyć się każdą najmniejszą i najkrótszą chwilą swojego życia :)

Jeszcze raz dziękujemy każdemu, kto pamięta o Agacie rozliczając się z Urzędem Skarbowym, wpłacając środki na jej rehabilitację. Bez Was Aga nie mogłaby wziąć udziału w kolejnym cudownym turnusie. Dziękujemy!!

-----------------------------------

Kilka dni temu, Agata zostawiła na stoliku dwa zdjęcia ze swojej książki do komunikacji:



Doskonale wie, czego chce. I ciocia nie ma wyjścia, tylko ją zabawiać :)


Zdjęcia z pobytu nad morzem dostępne tutaj.