20!!
Czy Agula lubi imprezy, zamieszanie, harmider i gwar? NIE.
Czy Agula w ostatnim tygodniu aż dwa razy hucznie świętowała swoje 20 (!!!!) urodziny? TAK
Czy była z tego powodu zadowolona? i TAK i NIE
Ale... Dwudzieste urodziny zobowiązują i jak mogłyby się nie odbyć?! Dlatego poszliśmy na kompromis, który Aga zaakceptowała.
W OREWie świętowała z fochem i wyraźnie dawała wszystkim do zrozumienia, że nie do końca jej odpowiada w ogóle sam fakt, że musi w tym uczestniczyć. Przekupiona chrupkami i "Szeptankami" przetrwała i nawet można znaleźć na zdjęciach jakiś zarys uśmiechu. Dziękujemy, że zorganizowaliście jej te urodziny i że mimo wyraźnej niechęci głównej zainteresowanej nie poddaliście się :) Nie było aż tak źle, jak mogłoby się wydawać. Bardziej chodziło chyba o to, że Aga musiała podkreślić, że to było jej święto i po prostu nie miała ochoty robić tego, czego od niej wymagano. Najlepiej przyjdźcie-wyjdźcie i zostawcie mnie w świętym spokoju (cała Agata!!). I powiem szczerze, że nawet nie byłam zdziwiona, że był i foch, i obojętność, i nawet złość. Agata nigdy nie przepadała za tłumami, hałasem, wieloma bodźcami. Dlatego też rzadko kiedy pojawiamy się na większych imprezach (nawet organizowanych przez Ośrodek, typu Dzień Godności, festyny itp.), bo co to za przyjemność, kiedy trzeba jej w kółko śpiewać jedną piosenkę, albo najlepiej dać słuchawki z bajkami/piosenkami, żeby odciąć ją od większości bodźców z zewnątrz?! Ani to dla nas nie jest komfortowe, bo zwykle w połowie takiego wydarzenia, ja już jestem cała spocona i zmęczona, ani tym bardziej nie jest to przyjemne dla Agaty. Przez to też teraz najczęściej wprost mówimy "nie, nie będzie nas", bo szkoda nam czasu na aktywności, które powodują w większości tylko lęk/foch/nerw, a w domu wymagają dodatkowego wyciszenia, żeby sen był głęboki, a nie urywany, żeby na twarzy był uśmiech, ale nie taki wymuszony tysięczny raz śpiewaną piosenką, tylko po prostu taki sam z siebie, pokazujący nam, rodzicom - jest ok, jestem spokojna.
W domu, wczoraj, już było całkiem inne świętowanie. Najbliższa rodzina jest dla Agi czymś absolutnie znanym i rozumianym. Wie, że jak trzech najmłodszych się spotka, to będzie głośno, będą biegać i skakać, ale wie też, że tuż obok, zawsze po cichu, trzymający za rękę, będzie najukochańszy dziadzia, z którym najpiękniej się milczy, który daje od maleńkości poczucie absolutnego bezpieczeństwa. I to Agacie bardzo, ale to bardzo odpowiada. Mogą być szeptanki w tle, może być muzyka, której i tak nie słychać, bo właśnie w pokoju obok trwa najlepsza zabawa świata i wyścigi pociągów, może być mama-ciocia-babcia, które jak zaczną gadać, to nie potrafią przestać, może być wujek, który z Bartkiem zawzięcie dyskutuje na temat najnowszych promocji w gazetkach, ale najważniejszy jest ten spokój, który wynika sam z siebie z tego, że jest w domu, w znanym otoczeniu, a obok siedzi dziadzia, który jest najlepszym uspokajaczem.
Czy magiczna granica dwudziestu lat, która właśnie została przekroczona, coś u nas zmieniła? Absolutnie nie. Poza faktem, że ja nadal nie dowierzam, że mam tak dorosłe dziecko, to nic się nie zmieniło. Po pierwszym szoku, który był dwa lata temu, kiedy Agata wkroczyła w dorosłość, teraz wszystko nadal jest takie, jakie znamy. Dzięki ubezwłasnowolnieniu, wszystko w jej imieniu załatwiam ja, mama-opiekun prawny. Nadal na początku roku czekamy na wizytę kuratora sądowego (jak to w ogóle brzmi!), który przychodzi sprawdzić, jak się zajmuję Agatą, w jakich warunkach mieszka (przy okazji sąsiedzi mogą sobie tworzyć teorie spiskowe, co też u nas w domu się dzieje, skoro przychodzi kurator - bo donośne KURATOR wypowiadane do domofonu słychać chyba w całej najbliższej okolicy). Nasza codzienność absolutnie nie zmieniła się ani wtedy, kiedy Aga skończyła osiemnaście lat, ani teraz kiedy skończyła lat dwadzieścia. Zmieni się diametralnie, kiedy skończy lat dwadzieścia pięć i zakończy swoją wieloletnią przygodę w OREWie, ale to za pięć lat i nawet o tym nie myślimy teraz. Teraz cieszymy się każdym danym nam wspólnym dniem, każdym zjedzonym posiłkiem, każdym suchym pampersem, każdym uśmiechem i fochem (tak! nimi też się cieszymy, bo pokazują nam, że Adze nie jest wszystko obojętne i ma swoje zdanie), każdym gestem ręką, który wskazuje, czego Aga w danym momencie chce. Łapiemy wszystkie drobne i pozornie nieistotne momenty, bo one tworzą całokształt dwudziestu lat życia Agaty. I za to życie jesteśmy ogromnie wdzięczni, bo życie z Agulą obok jest jedyne, niepowtarzalne i po prostu piękne (jak jej oczy, które niezaprzeczalnie są zwierciadłem jej duszy i przekazują nam to, czego usta nigdy nie miały możliwości wypowiedzieć).
Na koniec, chciałabym jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować za wszystkie życzenia, za obecność podczas świętowania urodzin pomimo wyraźnej niechęci solenizantki, za prezenty (na zdjęciu prezent z OREWu) i za modlitwę podczas wczorajszej Mszy urodzinowej. Dziękuję!!